Mruczka mamy już kilka lat. Przygarnęliśmy go ze schroniska. Z początku był wychudzony, trochę brudny i bardzo nieufny, choć niewymownie wdzięczny. Teraz jest raczej leniwy, dosyć spasiony (tak, tak) i bywa wredny.
Syn jest z nami rok i nie wyobrażamy sobie jak mogliśmy żyć do tej pory bez niego. Czy bez kota było by lepiej? Czasem pewnie łatwiej i czyściej, ale niekoniecznie lepiej.






